Zacznij od Bacha… Okazuje sie, ze niekoniecznie. Kultywujemy polska muzyke. Kultura u podstaw.

Zacznij od Bacha... Okazuje sie, ze niekoniecznie. Kultywujemy polska muzyke. Kultura u podstaw. 2016-03-03

Zacznij od Bacha? Niekoniecznie! Maksymilian Święch, klawesynista i kierownik muzyczny „Antreprener a w kłopotach” w wywiadzie dla portalu Kultura u podstaw mówi, że  Bachem znacznie lepiej zaopiekują się nasi sąsiedzi. A my powinniśmy odkrywać dorobek polskich kompozytorów. „Antreprener” można było zobaczyć w grudniu na kaliskiej scenie, a wywiad przeczytać możecie również tutaj. Warto!

„Zacznij od Bach​a…” Śpiewał  onegdaj Zbigniew Wodecki. Chyba sie mylił. Niemniej to conajmiej dziwne, że  kontestowal polskość  i promował  niemiecką  muze. Dlaczego nie oskarżono go o promocję germanizacji skoro obecnie mówi się o dyskredytowaniu tych, którym zarzuca się promocję homoseksualizmu skoro działo się  to w czasach głębokiego PRL’u? Niemniej jednak wtedy w imię  polskości wyganiano w ’68 Żydów z PL którzy mocno po II wojnie mocno wrośli w system kulturalno  polityczny zajmując szereg prominentnych stanowisk w szeregach komunistycznej Jedynie Słusznej Partii  partii? Wiadomo komuniści tępili przejawy katolicyzmu, a Niemcy mimo że  jeszcze niedawny okupant Polski i sprawca pogromu Żydów w niemieckich obozach koncentracyjnych na terenie Polski to naród na wskroś  zlaicyzowany i być może na rękę było ówczesnej władzy w PRL nie cenzurowanie takiego tytułu jak „Zacznij od Bacha”.  Teraz na tapecie gloryfikowani, a wcześniej uciemiężeni Żołnierze Wyklęci. Teraz mamy  Oficjalny Polski Kościół Latającego Potwora Spaghetti.​ Pełen pluralizm w czasach rządów Jedynie Słusznej Partii prezesa JM J.K. Zatem wówczas szczególnie polscy Żydzi komunisci zmuszani byli do opuszczania swego kraju i z wizą  w jedną stronę lądowali w Izraelu. Ziemi obiecanej.  Strajki studentów w Warszawie w ’68 i ludzi ze środowisk kabaretowych STS’u, czy też młodego Michnika etc. temu nie zapobiegły… Czy zatem Wodecki’ego song „Zacznij od Bacha” padł na podatny grunt i dlalego mógł  bez politycznej niepoprawnosci promować  kulturę  germańską ?

Taka dygresja pojawia się w gabinecie figur woskowych Testerów. Wróćmy jednak do wywiadu i txt’u Adama Olafa Grabowskiego z portalu Kultura u podstaw. Wszak kultura to przyjemniejszy temat.

Największym marzeniem jest pielęgnacja polskiego dorobku muzycznego XVII i XVIII wieku. Ten dorobek leży, kwiczy i woła o pomoc! Wszyscy gramy i słuchamy Bacha, Handla, Mozarta, a tylko z książek znamy takie nazwiska jak Gorczycki, Pękiel, Mielczewski – mówi Maksymilian Święch, autor polskojęzycznej rekonstrukcji opery „Antreprener w kłopotach”.

Adam Olaf Gibowski:  W końcu sierpnia, w ramach festiwalu „Opera Know-How”, wystawiliście zapomniane dzieło Cimarosy.  W sobotę „Antreprenera w kłopotach” zobaczą mieszkańcy Kalisza. Dlaczego wybraliście to dzieło?

Maksymilian Święch*: Nasz wybór padł na „Antreprenera” z kilku powodów. Najbardziej pragmatyczny, a zarazem najważniejszy jest taki, że muzyka do oper Bogusławskiego zazwyczaj była pisana według romantyzujących standardów. Przykładem może być bogato okraszona instrumentami dętymi partytura „Amazonek” J. Elsnera, w której pięciolinie piętrzą się w nieskończoność. Udźwignięcie jakiejkolwiek opery, która wyszła spod pióra Elsnera, okazało się zupełnie poza naszymi możliwościami. Zarówno z powodu niskiego budżetu, jak i ze względu na zbyt małą liczbę muzyków, zwłaszcza grających na instrumentach dętych. Gwoździem do trumny okazały się też wszechobecne w tej muzyce klarnety – osoby grające na ich historycznych odpowiednikach musiałyby być ściągnięte z zagranicy. Muzyka napisana przez Cimarosę do Antreprenera jest swojego rodzaju wyjątkiem w repertuarze Bogusławsko-Elsnerowskim. Jest przeznaczona na dość skromną orkiestrę, składającą się ze smyczków, basso continuo, pary rogów, obojów i fagotu. Dość oczywistym powodem jest także fakt, że ta opera ma po prostu świetną fabułę i tematykę, która wręcz idealnie splata się z problemami teatru „tu i teraz”.

Wiem, że musiałeś podjąć wysiłek rekonstrukcji brakujących elementów partytury. To było duże wyzwanie? Na czym polegało?

– Cechą znamienną muzyki dawnej jest to, że miała w zdecydowanej większości charakter ściśle użytkowy. W czasach, kiedy jedynym źródłem żywej muzyki był głos ludzki, lub instrumenty muzyczne, kopiści zazwyczaj nie mieli zbyt wiele czasu na przygotowywanie materiału nutowego dla wykonawców. Warto zaznaczyć, że w przypadku Antreprenera, który notabene  jest dość krótki, cały materiał nutowy, czyli partytura i głosy liczy ponad tysiąc stron. Taki stan rzeczy zmuszał przepisujących nuty do zwiększania efektywności własnej pracy na tyle, na ile było to możliwe. W powszechnym użyciu były wówczas liczne skróty i uproszczenia, wszystko, co przyczyniało się do klarowności i oszczędności zapisu muzyki. Wiele stron manuskryptu omawianego dzieła to prawie zupełnie puste systemy, w których zapisane zostały np. tylko dwa głosy. Reszta to swoista układanka z odpowiednimi oznaczeniami. Po „suchej” lekturze takiej partytury można dojść do wniosku, że jest to niewiele warta muzyka. Należy jednak zauważyć, że zapis muzyczny, a jego wykonanie – dla człowieka z czasów Cimarosy – były terminami zupełnie niejednoznacznymi, pewnych aspektach niemal sprzecznymi. Chyba każdy, kto interesuje się muzyką dawną wie, że to, czym dysponujemy na papierze to tylko szkielet muzyki. Warto także nadmienić, że maniera kompozytorska Cimarosy w pewnym stopniu obejmuje dowolność instrumentacyjną, co w przypadku kilku partii przysporzyło niemało kłopotów. W kopii, na której się oparliśmy nie ma prawie w ogóle partii fagotu, występuje wyłącznie tam, gdzie kompozytor zdecydował się powierzyć temu instrumentowi coś bardziej wyjątkowego, są to właściwie cztery linijki na trzysta stron! Podobnie jest z partią altówki. Oczywiście, obydwa przytoczone instrumenty biorą czynny udział w całym dziele. Tak więc, po odpowiednim rozszyfrowaniu i „przetłumaczeniu” partytury na współcześnie obowiązujące standardy muzyczne, uległa ona zasadniczej komplikacji. Za to umożliwiła płynne i dokładne rozpisanie partii dla wszystkich muzyków w orkiestrze. Odpowiadając wyczerpująco na zadane pytanie – nie sądzę, żeby opracowanie partytury tego rodzaju, czy jej częściowa rekonstrukcja, były jakimś szczególnym wyzwaniem. Oprócz ogromu pracy, którą po prostu trzeba dobrze wykonać – nie ma w tym nic szczególnego, czy wyjątkowego.

Wasz spektakl odniósł sukces w Poznaniu. Pamiętam jednak, że nie wszystkie recenzje po premierze były pozytywne, zastanawiałeś się nad uwagami krytycznymi?

– Oczywiście, czytałem recenzje i zastanawiałem się nad nimi. Jednak jako osoba niekompetentna w dziedzinie publicznego krytykowania krytyków, zachowam milczenie. Uważam, że powinniśmy zabierać czynny głos tylko w sprawach, o których mamy pojęcie.

Jako muzyk, klawesynista fascynujesz się muzyką XVIII wieku. Z pewnością posiadasz też marzenia, które chciałbyś urzeczywistnić.

– Moim największym marzeniem jest regularna pielęgnacja polskiego dorobku muzycznego XVII i XVIII wieku. Ten dorobek leży, kwiczy i woła o pomoc! Wszyscy gramy i słuchamy Bacha, Handla, Mozarta, a tylko z książek znamy takie nazwiska jak Gorczycki, Pękiel, Mielczewski. Albo przysłowiowe tony muzyki anonimowej lub niszowych kompozytorów, która była powiązana z konkretnymi ośrodkami muzycznymi, w tym z Poznaniem. Myślę, że obowiązkiem mojego pokolenia jest to, żeby z papieru przenieść tę wspaniałą muzykę znów w świat żywego dźwięku. W żadnym wypadku nie chcę, aby moje słowa miały charakter nacjonalistyczny, ale uważam, że jako Polacy powinniśmy pielęgnować polską muzykę. Wreszcie dać odpocząć tym wielkim, zagranicznym nazwiskom, których i tak wszyscy mają już dość. Zostawmy Bacha Niemcom – oni lepiej się nim zaopiekują.

Opera w Polsce to przede wszystkim repertuar XIX-wieczny, jak sądzisz skąd tak nikłe zainteresowanie dziełami wcześniejszymi?

– Myślę, że problem tkwi w instytucjach, które mają – przepraszam – wyuczony repertuar i w kółko nim obracają. Uważam, że zainteresowanie operą wcześniejszą wzrośnie dopiero wtedy, gdy właściwy repertuar stanie się powszechnie dostępny. Wydaje się, że widownia, niestety, nauczyła się brać to, co się jej serwuje. Na pewno trudno mówić o jakimkolwiek wyborze, kiedy można zadowolić się wyłącznie jednym rodzajem – mam tu na myśli, oczywiście, repertuar XIX-wieczny. Idealnie by było, gdyby przy teatrach operowych i filharmoniach powstawały, równolegle działające, orkiestry dawne. To byłoby, moim zdaniem, bardzo dobre rozwiązanie, oprócz stworzenia potencjalnej liczby miejsc pracy dla muzyków historycznych, których jest coraz więcej, słuchacz miałby realną alternatywę w postaci pójścia na coś odmiennego. Ale cóż… Być może opera dawna nie cieszy się większym zainteresowaniem także dlatego, że jeśli w ogóle jest uprawiana, to w zdecydowanej większości przez osoby, które zwyczajnie nie mają pojęcia, ani doświadczenia w tej materii. Dotyczy to zarówno muzyków orkiestrowych, ja i dyrygentów, ale a przede wszystkim – wokalistów. W efekcie widz otrzymuje produkt, który jest nudną karykaturą, niejednokrotnie kiczowatą groteską. A to raczej nie zachęca. Zwłaszcza, że na obowiązującym dziś poziomie europejskim, wykonywanie muzyki dawnej przez „współcześniaków” jest zwyczajnym obciachem.

Rozmawiał: Adam Olaf Gibowski

Front foto: Danuta Wolińska

FESTIWAL OPERA KNOW HOW. logo 2016-03-03

Spektakl „Antreprener w kłopotach” w reżyserii Zuzanny Głowackiej, został zaprezentowany podczas festiwalu Opera Know-How 29 sierpnia 2015 roku na deskach Teatru Polskiego w Poznaniu. W najbliższą sobotę 6 grudnia o godzinie 19 będzie pokazany scenie Teatru im. Wojciecha Bogusławskiego w Kaliszu. Wstęp wolny.

*Maksymilian Święch – student Akademii Muzycznej im. I. J. Paderewskiego w Poznaniu w klasie klawesynu prof. Marii Banaszkiewicz-Bryły. Współlaureat III nagrody na Międzynarodowym Konkursie Muzyki Dawnej „Musica Antiqua Żory” (2013) Brał udział w projektach orkiestrowych i przedstawieniach studenckich takich jak „Acis & Galatea” (jako klawesynista) , Magnificat, BWV 243, „Pasji wg św. Jana” (jako organista, grając na własnoręcznie wykonanym pozytywie szkatulnym). Uczestnik licznych festiwali m. in. Experiment, Malta Festival Generator Malta, Festiwal Chórów Chłopięcych. W ramach II edycji festiwalu Opera Know How poprowadził od klawesynu polskojęzyczną rekonstrukcję opery D. Cimarosy „Antreprener w kłopotach”, w której to rekonstrukcji brał czynny udział. Podjął się całościowego opracowania partytury oraz pełnił funkcję kierownika muzycznego przedsięwzięcia. Współpracował z dyrygentami: Marcinem Sompolińskim, Jarosławem Thielem, Jörgiem Breiding`iem. Uczestnik licznych kursów mistrzowskich, prowadzonych m. in. przez Gordona Murraya, Aline Zilberrajch, Marcina Szelesta, Zbigniewa Pilcha. Zajmuje się również konstruowaniem i budową historycznych organów przenośnych. Jego największą muzyczną pasją, a zarazem zajęciem, jest realizacja continuo – gra kameralna i orkiestrowa. Dorywczo pracuje jako kopista.

Opera Know-how (26 – 30 sierpnia 2015) to poznański festiwal popularyzujący operę i muzykę klasyczną.

Zródła:

http://www.kulturaupodstaw.pl

http://www.operaknowhow.pl/

Kultura u podstaw. Podstawy kultury. Postaw na kulturę.

Testerzy Imprez polecają!

Zacznij od Bacha... Okazuje sie, ze niekoniecznie. Kultywujemy polska muzyke. Kultura u podstaw. 2016-03-03