Zbiorowa mitomania mnie odrzuca. Rozmowa z reżyserem filmu ”Ida” Pawłem Pawlikowskim.

W zwiazku z tegorocznyni Oscarami i nominacja dla polskich filmow „Ida” i „Moja klatwa” przypominamy wywiad z Pawłem Pawlikowskim: Jaki honor, jaka ojczyzna? A co dopiero Bóg?
Rozmowa z reżyserem filmu ”Ida” Pawłem Pawlikowskim.

Rez. Pawel Pawlikowski  fot. Wojciech Stróżyk

Rez. Pawel Pawlikowski / fot. Wojciech Stróżyk

Świat przyjął, że jest, jak jest, a Polacy, kurczę, nie. Działali czasem wbrew logice, i to mi się podoba. Jednak zbiorowa mitomania mnie odrzuca. Rozmowa z reżyserem filmu ”Ida” Pawłem Pawlikowskim.

Artykuł Donaty Subbotko, ktora przeprowadzila wywiad w listopadzie 2013, juz po zakonczeniu zdjec do filmu.

Donata Subbotko: Czyli sprowadza się pan do Polski? Na zawsze?

Paweł Pawlikowski: Tak, właśnie mam przeprowadzkę. Wracam na Mokotów, blisko miejsca, gdzie dawniej mieszkałem. Myślę, że na zawsze, chociaż znajomi mnie straszą, że nie wiem, co robię. Żyłem w kilku krajach, zachłysnąłem się światem, przejadłem i czuję potrzebę prostoty, czegoś swojskiego dookoła. Czegoś, co jest spójne i ograniczone, nie jest jakąś rozrywką, w której człowiek jest rozrywany.

W Polsce ze swojskich rozrywek mamy różne marsze pod hasłami spójności narodowej. I palimy ”pedalską tęczę” jak światełko do nieba. Jako filmowca może pana zainteresować, że na czele największego z pochodów niesione było hasło ”Czas patriotów”, tyle że w naszej wersji Harrisona Forda zastępuje niejaki Krzysztof Bosak.

– To niepokojące, że skrajna prawica czuje się tutaj tak bezkarnie i jest tak blisko głównego nurtu polityki. Na świecie zazwyczaj lewacy robią takie rzeczy, a prawica demonstruje po cichu na przedmieściach. W Polsce prawica bierze centrum miasta. Te rozruchy narodowców są bliskie temu, co prezentuje opozycja prawicowa.

Pewnie nie bez powodu przeszli koło ambasady rosyjskiej – PiS nakręciło atmosferę, że to Ruscy zabili nam 96 osób w Smoleńsku, czyli jest rachunek krzywd, który czas wyrównać.

– Spotykam ludzi kulturalnych, nawet przyjaciół, którzy żyją w przekonaniu, że to Rosjanie są odpowiedzialni za Smoleńsk. Że Polska jest dla Rosji tematem numer jeden. Część Polaków żyje w jakimś innym wymiarze…

Zatem poznał pan już tutejszą dramaturgię.

– W Polsce retoryka prawicowa robi się coraz bardziej absurdalna, groteskowa. Najśmieszniejsze, że ci kołtuni, którzy szaleli 11 listopada, są identyczni jak ich ruscy koledzy – takie same hasła, ubiory, ta sama nienawiść do abstrakcyjnych sił, które owładnęły ich kraj. Nacjonaliści w Rosji i w Polsce są duchowo sobie bliscy.

Ci młodzi z Marszu Niepodległości byliby fantastycznymi pałkarzami Moczara w 1968 roku. Ten typ człowieka, model postsowiecki. Chociaż ich sposób ubierania się jest wzięty od skinheadów angielskich – to akurat wynik globalizacji, której nienawidzą. A do polskich tradycji, szlachetnej postawy romantycznej jest im bardzo daleko. Jaki honor, jaka ojczyzna? A co dopiero Bóg? To, co głoszą, z wiarą chrześcijańską ma mało wspólnego.

Może i ta wiara się zmienia? 11 listopada ksiądz dziennikarz w Telewizji Trwam jednym tchem wygłosił słowa, że takie marsze powinny się odbywać 365 dni w roku, niech będzie pochwalony Jezus Chrystus i Maryja zawsze dziewica.

– To zgroza, że jakiś ksiądz to popiera. Widziałem u narodowców krzyże celtyckie, które są symbolem europejskich faszystów, a nie chrześcijan. Ale z drugiej strony wiele rządów – nie tylko polski – jest zapatrzonych w gospodarkę i nic więcej. Nie ma wizji państwa czy społeczeństwa, nie widać zasad, którymi się ta władza kieruje, nie ma ideowych liderów. Ideolodzy są tylko na prawicy, może nie ma się co dziwić, że masy do nich lgną. Ludzie nie bardzo rozumieją, co się teraz na świecie dzieje – sam tego do końca nie rozumiem – i wracają do najbardziej prymitywnych schematów, które dają im poczucie, że mimo swojej bezsilności są kimś.

Polska jest rozdarta na dwie połowy. Czuję, że tu jest gdzieś mój środek – przyjaciele, rodzina. Coś, co nie jest ani bezideowe, ani monotonnie nacjonalistyczne. Bo to, co się dzieje na prawicy, to kompletne niezrozumienie świata, siebie, tego, co jest fajne w Polsce.

Co jest fajne?

– Szlachetne cechy. Lekko idealizując: niepokorność, indywidualizm, odwaga w przeciwstawianiu się większym siłom, poczucie honoru, ale też humoru…

Honor z humorem połączył się podczas ostatniej bitwy o Warszawę przy urnach wyborczych, kiedy główna siła prawicy wymachiwała literą W.

– To groteskowe, że ci ludzie podszywają się pod powstanie warszawskie, które było wielkie i w której zginął kwiat młodzieży. W walce, która może była beznadziejna, ale miała jakiś głębszy sens. A teraz ta młoda hołota, której nic nie grozi, która niczym nie ryzykuje, wychodzi na ulice i wyrywa drzewka. Albo rzuca się na ambasadę rosyjską i podpala budkę wartownika. Groteska. Chcą wypowiedzieć wojnę Rosji? Powstanie warszawskie polegało na tym, że na nas napadli, a nie my na nich.

Kiedy wyjeżdżał pan stąd 40 lat temu, Polska nie była niepodległa, teraz pan wraca i okazuje się, że z tą niepodległością podobno są problemy.

– Tak, słuchałem, co z okazji Święta Niepodległości mówił Jarosław Kaczyński. Jak to w dwudziestoleciu międzywojennym było dobrze, teraz jest źle. I co drugie słowo: Polska, polskość, Polacy. W jego bełkocie chyba nie było żadnych czasowników.

Dorota Sobotko wyborcza.pl

Rez. Pawel Pawlikowski  fot. Wojciech Stróżyk